Suche igłowanie bólu szyi. Głęboka technika nie wykazała przewagi, a częściej powodowała drobne objawy niepożądane
U osób z nieswoistym bólem szyi głębokie suche igłowanie nie przyniosło wyraźnie większego zmniejszenia bólu ani poprawy sprawności niż technika powierzchowna. W obu grupach dolegliwości zmalały. Przy głębokim igłowaniu częściej występowały jednak krwawienie i ból związany z zabiegiem. Badanie pozwala więc rozmawiać o tolerancji dwóch technik, choć nie rozstrzyga ich równoważności ani skuteczności względem leczenia pozorowanego.
Co właściwie porównano
W badaniu opublikowanym 18 października 2026 r. w „Biosensors” uczestniczyły 44 osoby z bólem szyi i punktami spustowymi w górnej części mięśnia czworobocznego. Losowy przydział utworzył dwie grupy po 22 osoby. Uczestnicy przeszli cztery zabiegi w ciągu dwóch tygodni. Pomiary wykonano przed leczeniem, po jego zakończeniu i w szóstym tygodniu od rozpoczęcia programu, czyli po kolejnych czterech tygodniach bez zabiegów.
W technice głębokiej używano igły o długości 50 mm, a w powierzchownej igły 13 mm. To długości narzędzi, nie zmierzona głębokość wkłucia. Autorzy nie kontrolowali jej instrumentalnie. W grupie powierzchownej protokół zakładał pozostanie nad mięśniem, bez celowego wywoływania miejscowej odpowiedzi drżeniowej. W obu grupach wykonywano od trzech do pięciu ruchów igłą. Samo zestawienie „50 mm kontra 13 mm” nie opisuje zatem całej różnicy między zabiegami.
Uczestnicy i osoby oceniające wyniki nie znali przydziału do grup. Fizjoterapeuta wykonujący zabieg znał technikę, którą stosował. Tego ograniczenia nie usuwa określenie „potrójnie zaślepione” użyte w tytule publikacji.
Ulga w bólu nie wskazała zwycięzcy
Ból oceniano za pomocą wizualnej skali analogowej VAS, a ograniczenia związane z dolegliwościami szyi za pomocą kwestionariusza Neck Disability Index, czyli NDI. Wyniki obu grup poprawiły się, lecz porównania między nimi nie wykazały istotnej przewagi głębokiego igłowania.
Wniosek dotyczy różnicy między dwiema aktywnymi technikami. W badaniu zabrakło grupy bez igłowania i grupy z zabiegiem pozorowanym. Z samej poprawy po terapii nie da się więc określić, jaka jej część wynikała z określonej techniki, a jaka z naturalnych wahań dolegliwości, oczekiwań lub innych elementów kontaktu terapeutycznego.
Nie zaplanowano również badania równoważności, z ustaloną wcześniej dopuszczalną różnicą między metodami. Przy takiej liczebności mniejsze różnice mogły pozostać niewykryte. Stwierdzenie „nie wykazano przewagi” jest tu trafniejsze niż ogłoszenie identycznej skuteczności obu zabiegów. W szóstym tygodniu dostępne były pomiary 37 z 44 przydzielonych losowo uczestników, co również ma znaczenie dla oceny pewności wyniku.
Co pokazały USG i elektromiografia
Badacze oceniali sztywność i grubość mięśnia oraz parametry przepływu krwi w USG. Rejestrowali też powierzchniową elektromiografię, czyli aktywność elektryczną mięśnia mierzoną elektrodami na skórze. W większości tych pomiarów nie wykazano różnic między grupami.
Pojedyncza różnica w jednym wskaźniku elektromiograficznym po sześciu tygodniach osiągnęła p = 0,039. Autorzy traktują ją jako wynik wstępny, ponieważ analizowali wiele parametrów bez formalnej korekty na wielokrotne porównania. Przy licznych testach rośnie szansa, że przynajmniej jeden przekroczy próg istotności przypadkowo. Sam taki wynik nie wyjaśnia mechanizmu zmniejszenia bólu.
Również brak spójnych różnic w USG nie dowodzi, że w tkance nie zaszła żadna zmiana. Pokazuje, że zastosowane pomiary nie potwierdziły przewagi jednej techniki pod tym względem. Badanie nie mierzyło bezpośrednio ośrodkowych mechanizmów modulacji bólu, więc przypisanie im zaobserwowanej poprawy pozostaje hipotezą.
Tolerancja zabiegu wnosi osobną informację
Krwawienie odnotowano u 8 z 22 osób poddanych głębokiemu igłowaniu i u żadnej z 22 osób w grupie powierzchownej. Ból podczas zabiegu zgłosiło odpowiednio 17 i 9 osób, a ból po zabiegu 14 i 6. Są to liczby uczestników, u których dany objaw wystąpił przynajmniej raz w całym cyklu czterech sesji, nie częstość zdarzeń podczas pojedynczego wkłucia.
Zarejestrowane objawy miały charakter drobny lub przemijający. Tak mała próba nie pozwala jednak wiarygodnie porównać ryzyka rzadkich, poważnych powikłań. Nie uzasadnia też ogólnego zapewnienia, że dowolny zabieg powierzchowny jest bezpieczny.
Z perspektywy fizjoterapeuty ważna jest relacja między oczekiwaną dodatkową korzyścią a obciążeniem zabiegiem. W tej próbie większa głębokość nie uzyskała potwierdzonej przewagi w bólu i sprawności, a towarzyszyło jej więcej części drobnych objawów niepożądanych. Jest to konkretny argument do rozmowy o wyborze i tolerancji techniki, bez przedstawiania głębszego wkłucia jako warunku skutecznego leczenia.
Otwórz źródło pierwotne